Babie lato
Niedźwiedzka Zofia
Babie lato - strona 1
" Bohowityn BABIE LATO Z Pogromu. — Za Chimerą Szczęścia. — Przed Świtem. — Babie Lato. — Te i tamte. — Zmora. — Piwonje Białe. — Wydanie Drugie. Warszawa, Gebethner i Wolff. 1914 "
Babie lato - strona 2
" Czcionkami Drukarni Naukowej, Warszawa Mazowiecka 8 "
Babie lato - strona 3
" [jak w orginale] TREŚĆ: Z pogromu ... 1 Za chimerą szczęścia ... 17 Przed świtem ... 75 Babie lato ... 79 Te i tamte ... 91 Zmora ... 109 Piwonie białe ... 135 "
Babie lato - strona 4
" Z Pogromu. Czarnemi czcionkami. 1 "
Babie lato - strona 5
" Wstawiłem się... Siedzę w szynku... Jestem pijakiem. I cóż stąd? Tem lepiej... Każdy pijak daltonizuje... Wszędzie spostrzega jedną tylko barwę: ugodową. Chociaż ma zły los... marny... choć go gniecie stopa bliźniego i wszystko odstąpiło, nadzieja, ta faktorka życiowa, wciąż..."
Babie lato - strona 6
" A i samo życie?... Choćby najnędzniejsze... Zawszeć coś, niecoś upiecze się człowiekowi. Ot taki szyneczek! Podły. A jednak płynie tu źródło pocieszenia. Po jednym... po drugim... po trzecim czmychają troski. Dzieci złodzieje — tem lepiej — chleb pewniejszy... Córkę,..."
Babie lato - strona 7
" — Nikt nie zasypia na różach — odpowiada mi surowo. Z ust jego zalatuje zapaszek doskonałego wina i wybornego tytoniu. Usiłuję zapaszek ów wygraniczyć z przestrzeni i wciągnąć w siebie. Zawszeć to coś... Już po czwartej... głód mi skręca kiszki. — Panienko! Proszę o..."
Babie lato - strona 8
" Moja była piasczysta, upalna... Oddychałem z wysiłkiem... Żona umarła... troje dzieci zostało... Po upływie dwóch lat wziąłem drugą... jasną, szczupłą, cichą. Lubiłem takie. Ale kobiety nie wytrzymują biedy, ciągłego skwierczenia... Mrą, bestye, jak muchy... I moja zmarła......"
Babie lato - strona 9
" Zaglądali do okien, pod różnemi pozorami włazili do mieszkania. Żonaci, kawalerowie, starcy, studenci, uczniaki, proletaryat. Szli, jak szarańcza. Wszędzie ich spotykała. Stawali na jej drodze z darem, z namową. Zacząłem się bronić. Przestałem uczęszczać do fabryki. Zaczajałem..."
Babie lato - strona 10
" W zeszłą niedzielę przyszła. Była czegoś zafrasowana. — Chodź — mówię — napij się ze mną wódki. Skrzywiła się. — Gdybym tak likieru waniliowego, tobym się napiła. — A cóż to ja "gość", żebym ci likier stawiał. Pomyślała chwilę. — Dobrze. Będę z ojcem piła,..."
Babie lato - strona 11
" Nigdy jej nie biłem. Kto ją nauczył od razów się zasłaniać ? — Biją cię? — Biją. — Kto? — "On" a niekiedy "goście". Biją mnie, a nawet lustra, szkła. Najwięcej bije "on". — Za co? — Bo nie zawsze chcę "gości" bawić. Czasem zmęczona jestem, a niekiedy mam do kogo..."
Babie lato - strona 12
" wolno. Nie "on", toby mię jego towarzysze zabili. "Oni" się razem trzymają... Jeden za drugiego. Nie mogę za nic... Porwała żakiet i zaczęła go wciągać na siebie. — Przecie siłą cię nie zatrzymuję... Tak tylko mówię... W domu byłoby ci lepiej. Niktby tu ciebie nie bił. I..."
Babie lato - strona 13
" toby mnie krzywdzili wszyscy: inne dziewczęta, przechodnie, roznosiciele gazet. "On" mnie broni. Wreszcie bez niego byłoby mi smutno... Ja nie mogę bez niego... — To idź sobie!... Milcz przez chwilę. — Więc jakże? Ojciec mi nie da tych trzech rubli? Stoi teraz przedemną szczupła,..."
Babie lato - strona 14
" Czuję na sobie te małe, cienkie, zimne ręce i krew mi się ścina w żyłach z ohydy. — Zenia!... dławi mię krzyk, a usta jakby objęte uściskiem paraliżu, milczą. Odepchnąłem ją. — Rubelka, tylko rubelka — przypada znów do mnie z oczami utkwionemi w przestrzeń, jak..."
Babie lato - strona 15
" Ongi wołał: "chleba!" "igrzysk!". Dziś "sprawiedliwości". Z balkonów, z pogardliwą ciekawością, patrzą na tłum mężczyźni o delikatnych dłoniach i śnieżnych koszulach. Tam, w dole, czerń bije swoje własne naczynia... Ci, w górze, spokojni. Ich przybytków rozpusty strzegą..."
Babie lato - strona 16
" Stoi... drży... Krew płynie po chudej, nagiej piersi. Nagle rozszerzyły się jej oczy. Skupiła ramiona, ręką obtarła skrwawione usta, skoczyła na chodnik i wparła się w walczący tłum. Ciężkie, robocze ręce tarmosiły wściekle mężczyznę o nikczemnej twarzy, i wilczym wzroku...."
Babie lato - strona 17
""
Babie lato - strona 18
" Za Chimerą Szczęścia. "
Babie lato - strona 19
" Idą drogami ciosanemi Przyczynia duch mój za- wieszony u krawędzi bytu, śledzi kroki moje smu- tny, bezsilny, a uświado- miony. "
Babie lato - strona 20
" Późna wiosna była. Na upalną ciszę kładły się świegoty ptactwa, szelest liści... W żywiołowej trawie grały wspaniałe organy przyrody. Niekiedy echo przepływne niosło rozproszone w powietrzu melodye wszechżycia. Przelatywały rozgłośne, dźwięczne, podniebne pytania... Rzucane..."
Babie lato - strona 21
" z mlecznemi obłokami, z mdlejącą ciszą południa utraciła świadomość czasu. Upał się wzmagał. Ziemia potniała, wydzielając smolisty zapach. Powietrze stawało się opalowe. Otrząsnęła się z mistycznego odrętwienia i, minąwszy kilka will, parę placów, wśród których stały..."
Babie lato - strona 22
" Świst lokomotywy. Z twarzy Czarnej Mani zsuwała się powoli ekstaza, od oczów na kąty ust następowała chmura nieufności i zniechęcenia. Wtulona w kąt wagonu, oglądała się trwożliwie dokoła, w obawie ujrzenia znajomej twarzy. Po upływie godziny jazdy, do uszu jej doleciały..."
Babie lato - strona 23
" Panna Borysławska, zwana Białą Manią, dla odróżnienia jej od Czarnej Mani siedziała w fotelu, liżąc różowym językiem trzymaną w białych palcach czekoladową pomadkę. Tłusta, ponętna, jasna, patrzyła turkusowemi oczyma z jednakowo zalotnym wyrazem na wszystkich obecnych..."
Babie lato - strona 24
" Podniosła na niego oczy piękne, jak dwa kwiaty. — Pan się chce ze mną kłócić?. zachichotała. Jemu zrobiło się wesoło. — Pani jutro odjeżdża. Na długo? — Albo ja wiem. Chciałabym, żeby moja wizyta u babci trwała jak najkrócej. Tam takie nudy — wzdrygnęła się. — I..."
Babie lato - strona 25
" — Jakże się pani będzie czuła na wsi? Ja jako ziemianin przykuty jestem do roli. Wzdrygnęła się. — Nie lubię wsi. — Bo jej pani nie zna. — Byłam na wsi. Straszno i nudno. — Była pani, ale nie u siebie. Skoro własny dom pani stanie się nierozerwalną całością z własną..."
Babie lato - strona 26
" Śmiał się szczęśliwym śmiechem, a głową przecząco potrząsał. Rzuty świadomości podobne do błysków rodzących się z wody pod uderzeniem wioseł, zaniepokoiły tylko na chwilę jego umysł i umarły zduszone prześliczną maską dziewczyny. Zaczął opowiadać o cudach gór,..."
Babie lato - strona 27
" Spisz, albo bawisz się. Jesteś zaręczona i powinnaś być poważniejsza. — Mam czas — odrzekła swawolnie dziewczyna i obrzuciła ironicznem spojrzeniem Czarną Manię, która zrzucała stanik z chudych ramion, migocąc ciemnemi rękami koło swego męzkiego prawie biustu. — A ty..."
Babie lato - strona 28
" Czarna Mania od czterech godzin przy pracy. Dwie godziny odrabiała lekcye ze starszemi dziećmi.. Teraz młodsze uczy. Dziewczynki nie słuchają jej, przekomarzają się. Coraz to która wybuchnie śmiechem hałaśliwym, bezprzyczynowym, śmiechem drażniącym nerwy. Czarna Mania głodna. Już..."
Babie lato - strona 29
" — Ale można lata czekać i płacić. — Zależy od szczęścia. — Szczęście do wszystkiego potrzebne. — Nawet do odgadnięcia kresu bliźniego. Śmiano się. Pani po odejściu gości myślała o czemś przez chwilę, patrząc na staruszkę, zbierającą filiżanki ze stołu. — Panno..."
Babie lato - strona 30
" gdyby wiecznie otulonej szarą, wilgotną mgłą ukazano rodzący się brzask: zapowiedź ciepła, światła. W ciągu kilku dni nie mogła sypiać. Myśli jej pracowały męcząco. Zapadła w nie cyfra 1500 rubli. Ona może je mieć jednak kiedyś. Ona, co nigdy nie miała jednorazowo stu rubli..."
Babie lato - strona 31
" — Niech pani wsiada... aby prędzej, bo konie stać spokojnie nie chcą. Jechali wolno przez las. Koła grzęzły w piasku. Sieć z zielonych gałęzi, przez którą przebijały się rzuty słoneczne, chwiała się sennie nad ich głowami. Powietrze było wonne i odurzające, jak szlachetne..."
Babie lato - strona 32
" pani nie boi, nie spotka pani podobny los, gdyż błota owe są już oddawna osuszone do możliwego dna — dodał. — Ilekroć tu jestem: otaczają mnie zawsze rozwiewne obrazy pełne smutku i poezyi. — Żal panu mniszek? A przecież one były szczęśliwe, umierając z wiarą w..."
Babie lato - strona 33
" Spojrzała ze zdziwieniem na służącego, stojącego u drzwi w postawie pełnej uszanowania. — Pan kazał się we wszystkiem stosować do rozkazów pani. Na werendzie weselej — dodał. Skinęła głową przyzwalająco. Dzień spędzony po za miastem i niewolą upoił Czarną Manię. Miała..."
Babie lato - strona 34
" do wspaniałej willi, gdzie spędzała dnie całe w towarzystwie Jerzego, który tak niedawno jeszcze był dla niej niedoścignionym ideałem, a który przemawiał do niej teraz miękkim, pieszczotliwym głosem, jak się mówi do chorego dziecka, albo do pięknej kobiety. Służba zwracała się..."
Babie lato - strona 35
" niekiedy podobna była do dziewczynki zwiędłej przedwcześnie wskutek choroby i nędzy. I to sprawiało, że patrząc na tę trzydziestoletnią kobietę, Jerzy myślał ze współczuciem. — Biedne dziecko!... Taka mała rozrywka czyni ją już szczęśliwą. Podwajał uprzejmość,..."
Babie lato - strona 36
" nia, gorejącą pochodnię szczęścia panno Czarna Maniu, zatrzymać o ile się da, najdłużej. — Przeżywam to mgnienie — myślała — gorejącą pochodnię szczęścia teraz trzymam... Być z nim szczęśliwą jedną bodaj chwilę, a później służyć mu do końca życia. Dotychczas..."
Babie lato - strona 37
" — Jak we śnie... jak w cudnym śnie... — myślała — * * * Haszysz nocy działał. Nie mogła zasnąć. Jak cień przesuwała się po pokojach, oświetlonych tylko gwiezdnym blaskiem. Niekiedy wszystko zdawało się tracić ścisłość i wagę, rozlewając się w drżącej mgle..."
Babie lato - strona 38
" Jak perła... jak śnieg... Szereg burz... Odmęty zaklęć... Barwne korony kwiatów... Dreszcz pożądania... — Kocham — słyszy — Czarodziejską oplotę cię pieśnią... Gwiazdy bezsenne zapalę... Chmury roztrącę... Przez ciebie... dla ciebie... — Słucha przegięta miłośnie...."
Babie lato - strona 39
" Otwiera usta cudownie piękne, wśród których błyszczą zęby, jak drobniuchne liście jaśminu. — Kocham — mówi... Jak echo odpowiada inny głos: kocham... — Kocham — powtarzają rozśpiewane warkocze branek... — Kocham — śpiewa już cała przyroda. — Pani nie śpi —..."
Babie lato - strona 40
" w wielkim hymnie, w którym dominował zuchwały głos człowieczy, pełen tęsknot, pożądań... W podniebiu z szelestem, jak smyczki w dłoniach wielkich mistrzów śmigały gwiazdy, zornice, grały dzwony wichrów... W pauzach, między poprzedzającym, a następującym dźwiękiem..."
Babie lato - strona 41
" czyną i oto, śmiejąc się z jej chimerycznych marzeń uciekała w zarośla. Czarna Mania prześlizgnęła się cicho pod ścianą i znikła w drzwiach. Wróciła nazajutrz do domu, podczas gdy Jerzy spał. jeszcze w willi. Borysławska zasypała ją gradem wymówek, ale spojrzawszy w jej..."
Babie lato - strona 42
" Jeżeli tak dalej pójdzie, to chyba wkrótce nic nie zostanie — myślała z goryczą i zniechęceniem. Usiadła na trawie ociężała, leniwa, obojętna chwilowo na przyrodę, usiłując uporządkować chaotycznie wlokące się myśli. Pamięci jej czepiały się z nieznośną..."
Babie lato - strona 43
" — Może szanowna pani ma już kogo do kierowania robotami ? W ręku kręcił kapelusz, nie zdradzając zamiaru odejścia. Jeszcze nie... — A to szkoda, że szanowna pani nie ma zamiaru budować. Pora sprzyjająca. Możnaby wznieść tymczasem dwa pokoiki z kuchenką... Nawet jeden... zawsze..."
Babie lato - strona 44
" — Wolałabym mieć swoją odrazu. — Pani tu będzie miała dobrych sąsiadów. Wogóle w tej miejscowości nieźli ludzie. Ja tu mieszkam oddawna. Pustka była. Ziemię kupowano po 3 kopiejki łokieć. Powstawały groszowe wille. — Doprawdy, to można było nabyć grunt tak tanio. — Za..."
Babie lato - strona 45
" — Za bezcen?... na raty?... — pytała uszczęśliwiona. — Za jakie parę tygodni będzie wszystko gotowe — zapewniał wesoło. Usiedli na pieńkach i mówili wciąż o jednem i tem samem, jakby w obawie, żeby inny temat nie po- ił rwał nici wspólności, która zaczynała snuć się..."
Babie lato - strona 46
" skiego w towarzystwie wiejskiego gospodarza, który chciał sprzedać budulec z chaty. — Musimy ostro się trzymać — szepnął jej Nakierski — chłop twardy. Targ był zawzięty i trwał parę godzin. Gospodarz usiłował trzymać się ceny, którą oznaczył, Nakierski obniżał..."
Babie lato - strona 47
" — Nie mogę jeszcze... — Jakto?., zdziwił się. — Nawet teraz, kiedy można prawie bez pieniędzy... Więc chyba pani wogóle nie chce budować? — Ale gdzieżby?.. Nie to... Tylko nie mogę jeszcze teraz... Kolejka nadchodziła. — Niech się pani decyduje koniecznie. O wynagrodzeniu..."
Babie lato - strona 48
" — Nie próżnowałem — odrzekł wesoło Nakierski — prawdopodobnie będę miał obstalunek. — Tu?... Od kogo?... — zapytał ze zdziwieniem szary jegomość. — O ile wiem, nikt tu nie zamyśla budować. Znam wszystkich właścicieli. — To jest świeży nabywca, albo raczej..."
Babie lato - strona 49
" wracała ludziom głowę, że nawet ja ofiarowałem jej się z cegłą na kredyt. Placyk 37 wybrała dlatego, że najgorszy, a więc najtańszy i właściciel chce go dać na bajecznie wygodne raty. Ona tu przyjeżdża co niedziela, zamiata, drzewa z liszek oczyszcza, dziury zasypuje i płacze,..."
Babie lato - strona 50
" Chciała odejść nic nie mówiąc, ale spojrzała na Nakierskiego i w twarzy jego dojrzała pewien smutek i współczucie. — To nie jest moje... Pan o tem już wie... Śmieją się... — Mniejsza o to — podjęła nerwowo. — Ale ja wiem, że kiedyś będzie do mnie należał ten kawałek..."
Babie lato - strona 51
" — Starszą jest odemnie jednak i... bardzo wynędzniała. A on znowu ugiął się pod uderzeniem jej ponurego, zaciętego wzroku. No... tak... zapewne... kto wie?... Na przyszłość chyba — bąkał. Nie odpowiedziała mu już na pytania, które jej zadawał spokorniałym głosem i biegła..."
Babie lato - strona 52
" lowo, nie przychodził przez jakiś czas i znów powracał więcej zakochany, niż wpierw. Biała Mania nic sobie teraz z niego nie robiła, świadomość swej siły rosła w niej w miarę jak kombinowała różne sprawy życia. Zrozumiała, że siła jej leży w ślicznej masce, którą..."
Babie lato - strona 53
" Nakierski ją zawsze u kolejki czekał. Między nim, a Czarną Manią stanęła milcząca umowa. Każdą piędź ziemi własnemi uprawią rękami, każdy pęd sosen własnym oddechem ogrzeją. Ich subjektywne instynkty zbiegły się na wspólnym gruncie pragnień własnego kąta. W miarę jak..."
Babie lato - strona 54
" ptała staruszka, uśmiechając się bojaźliwie do ośnieżonego gościa. I przyszedł jeszcze kilka razy, a zawsze oczy jego ważyły drapieżnie wytrzymałość organizmu Jaworskiej. Dla Czarnej Mani te wizyty były męką. Swojem przyjściem Nakierski nadawał moc ich niememu przymierzu, jak..."
Babie lato - strona 55
" Ręce mu drżały, oczy błyszczały i wilgotniały ze wzruszenia. — Śnił mi się... Wstałem w nocy, narysowałem... Później malutkie beleczki, cegiełki, drzewne koronki... Cacko... nieprawdaż?... Gdyby kiedyś... Kto wie?... Możeby i ludzie poznali się. Człowiek byłby pewniejszy..."
Babie lato - strona 56
" rana tęsknotą za wsią. Lekcye odrabiała z gorączkowem natężeniem. Noce dłużyły się jej bezsenne w małym dusznym pokoiku, gdzie tuż obok spała cicho, jak dziecko, Jaworska. Niedziele i święta spędzała z Nakierskim, kryjąc się podczas niepogody w lasku, lub w niedokończonych..."
Babie lato - strona 57
" upodobania, chciał wić gniazdo, tu, w mieście była parjasem, głodną niewolnicą, tanią maszyną, automatem, po którym bez śladu ślizgały się wrażenia. Tam prężyła się w górę, brała od słońca blask do oczów, od tchnienia pól barwy do policzków, tu zmieniała się w..."
Babie lato - strona 58
" — Nareszcie zdecydowałaś się?... — Zdecydowałam się, bo pan Jerzy przystał na to, że zamieszkamy w mieście. Będzie gospodarował i będzie dojeżdżał do miasta. A lato spędzimy na wsi. Przyjedziesz do nas i będziesz mogła zagrzebać się w ziemię po ramiona. Rzuciła się na..."
Babie lato - strona 59
" — Czy to ta... po której masz dziedziczyć?... — szepnęła do kuzynki. Nie odtrzymała odpowiedzi i zlękła się żółtej, surowej twarzy Czarnej Mani i podobnej do cienia Jaworskiej. Na motylą jej duszę powiało chłodem nędzy ludzkiej. Pobladła i przytuliła się do narzeczonego...."
Babie lato - strona 60
" miał odwagi wypowiedzieć je i patrzył w twarz Czarnej Mani. Na dnie jej oczów leżała radość, chociaż rysy były surowo ściągnięte. Rozmawiali przez chwilę, usiłując ująć głos i słowa w karby zupełnego spokoju. Zdania się rwały. Oczy chowali pod powiekami w obawie ich..."
Babie lato - strona 61
" Słońce bez osłon zalewało łąkę. Ludzie snuli się w świątecznych szatach. W przyrodzie był śmiech. Czarna Mania siedziała na wzgórku, Nakierski na w pół leżał u jej nóg. Zrywał trawę i gryzł ją długimi zębami, rżąc niekiedy urywanym śmiechem na widok malców..."
Babie lato - strona 62
" reszcie upragnioną i stałą placówkę na rynku społecznym. * * * Ostatnim pociągiem Czarna Mania wracała. Na progu swego mieszkania spotkała się z doktorem i weszła z nim razem. Jaworska spała. Malutka, skurczona leżała podobna do widma. — Żyje jeszcze — pomyślała Czarna..."
Babie lato - strona 63
" Przez chwilę patrzała przed siebie osłupiałym wzrokiem. Wyrok doktora wpadł do jej uszów, jak zatruty dźwięk i sparaliżował mózg. Rozwarła się w nim nagle próżnia, która po pewnym czasie zaczęła się chaotycznie wypełniać. Będzie żyła! A więc znów upał... głód......"
Babie lato - strona 64
" — Żyje?! — Żyje i ma się lepiej. Będzie żyła... będzie bardzo długo żyła. Organizm zdrów, przetrzyma jeszcze dużo — rzekła ochrypłym głosem. — Odżywiać teraz dobrze trzeba. Otworzył usta zdumiony. — Przecież była umierająca... — Ale widzi pan, że nie umarła i..."
Babie lato - strona 65
" W niedzielę spotkał ją Nakierski, jak zwykle przy kolejce. — Jakże się ma chora?... — Lepiej. Mówili mało. Rozmowa nie kleiła się. Za nimi szło przygnębienie, głucha nienawiść. Następnej niedzieli było jeszcze gorzej. Zdawało się, że nic się nie zmieniło w ich sytuacyi...."
Babie lato - strona 66
" Jej znowu zaczęło serce tak kołatać, jak wówczas, gdy tu czekała na wyrok doktora. — Jutro nie będę mógł spotkać pani... Muszę wyjechać na godzin parę w interesie... Pojadę po ową chatę co to... gospodarz chciał pani sprzedać... Muszę koniecznie, bo mam nową robotę......"
Babie lato - strona 67
" Znów walka... Znów nędza... Samotność... gorsza... straszniejsza... beznadziejna... do końca życia... Stanęła nad łóżkiem śpiącej i wpatrzyła się groźnie w straszliwie wychudzone rysy. W głębi jej duszy poruszało się coś tajemniczego, co rosło, wydzielało się z..."
Babie lato - strona 68
" Naprzeciw jej poczerniałych, szeroko otwartych oczów szedł wzrok zbolały, słodki, pokorny. Jaworska patrzyła na nią błagalnie. Czarna Mania odskoczyła od łóżka. Gardło jej załamało się głuchym jękiem. Obwinęła głowę wełnianą chustką i padła na kanapkę, łkając i..."
Babie lato - strona 69
" Szumiały o jakimś celu... Nęciły opowieścią o cichym wypoczynku pod chłodną ziemią, nad którą nieustannie gra wielka symfonia przyrody. Szła wciąż przed siebie za czemś, co się oddalało, nie widząc nic otwartemi oczyma, jak w chorym śnie, tracąc poczucie zewnętrznej..."
Babie lato - strona 70
" Utoczyła ją ciżba ludzi płaczących, śmiejących się... Ludzi, którym radość skakała z serca do oczu, do ust. Jakaś kobieta z histerycznem łkaniem obejmowała ją gorąco. Czarna Mania powiodła dokoła ociężałym wzrokiem. Była śmiertelnie znużoną. Pod czaszką miała czarną..."
Babie lato - strona 71
" Stały tu sosny grupami. Poza niemi rozpoczynały się moczary. Pusto było i dziko. Czarna Mania położyła się pod drzewem i zasnęła snem kamiennym. Dzień przeszedł nad nią i zginął po za ziemią. Ubywało coraz to ludzi. Milkło. Szarzało. Obudził ją wiew chłodniejszy. Na..."
Babie lato - strona 72
" derczy wzrok ludzki — i wypchnie ją po za bort wszelkiej ze sobą łączności. Popłyną dnie brzemienne nędzą... Umarła bez zmartwychwstania. "
Babie lato - strona 73
" Przed Świtem. "
Babie lato - strona 74
" Noc. Wietrzno. Cicho. Za oszklonemi drzwiami miotają się rozpaczliwie zgięte w niemej walce gałęzie. Stalowe chmury grabią niebo. Chwilami wynurza się z żałobnych chorągwi martwa twarz księżyca i blado - zielone spojrzenie pada w głąb mieszkania. Przedmioty zdają się zbliżać do..."
Babie lato - strona 75
" Cicho... cicho... i tylko szalonem tempem biją dwa serca. Sinolicy strach oskrzydla pokój... w nieskończoność padają minuty, ważkie jak lata. Szmer u drzwi zaledwie przeczuwany... Cień drugi. Nizki, krępy. Ciemna pięść ujęła w mocny uścisk błyszczący przedmiot. I już trzy serca..."
Babie lato - strona 76
" Babie Lato. "
Babie lato - strona 77
" Ujął jej ręce, gdy chciała zapalić lampę. — Czy pozwoli mi pani zgasić tę świecę? Spojrzała na niego zdziwiona: Chciałbym pani powiedzieć coś... co wymaga pewnych dekoracyi... księżycowych spojrzeń... wstawiennictwa gwiazd — usiłował żartować. — Blask światła..."
Babie lato - strona 78
" znaczy obecność pana o tak późnej godzinie u drzwi mego mieszkania. Przestraszył mnie pan. — Przyjechałem już późnym wieczorem. Tu dopiero dowiedziałem się, że pani jest w teatrze. Czatowałem na chwilę powrotu, i stąd to spotkanie u drzwi. Dwa lata nie widziałem pani......"
Babie lato - strona 79
" pani nie słyszałem słowa zachęty. Wabiony spojrzeniem, odpychany szyderstwem. Dlaczego?... Wiem, że życie pani nie było wolne... od... Gestem dumnym podniosła głowę. — Ach... proszę mi przebaczyć. Wiem, że nie mam prawa o tem mówić. Był to odruch wielkiej męki lat tylu. Więc..."
Babie lato - strona 80
" chiwała się w myśl, splecioną z wiekuistej prawdy i odwiecznego kłamstwa. Prawdą był pierwszy imperatyw instynktu: gorące pożądanie. Kłamstwem szaty, w które się ów instynkt oblekał. Rozróżniała je z subtelną wprawą. Różne wydarzenia z lat przeszłych, widziane w coraz to..."
Babie lato - strona 81
" Orle oczy, szukają ukrycia... Przystanął przy nas na mgnienie oka, bo oto barbarzyńca na rowerze już go ima. — Proszę strzelać! — krzyknęła pani. Zaledwie te słowa przebrzmiały, padł strzał... Ręka mi nie drgnęła. Rower leżał na drgającem ciele. Młodzieniec znikł, jak..."
Babie lato - strona 82
" Zamknęła oczy; zacisnęła powieki i wyobraźnią pieściła jego obraz, plastyczną syntezę jego istoty. — Włosy koloru ciemnego bobra, w które tyle razy zanurzyć chciała ręce z pieszczotą, pragnienie, powstrzymywane wysiłkiem rachującej się woli. Siwe, hetmańskie oczy i ten..."
Babie lato - strona 83
" z matematyczną ścisłością siłę energii, która je wyrzuciła. Wracały bezsilne, chore i drżące, niby zaczepione o ostrze struny. Dźwięki pękniętej, drogocennej czary. Drgnęła, jakby uderzona czemś tępem w głowę. Nie znała tego głosu znużonego, drżącego, rozbitej harfy..."
Babie lato - strona 84
" kłamstw życiowych, których odwrócone wartości przedstawiały nagą, surową prawdę. Tamten, o włosach ciemnego bobra, był kłamstwem, ułudą, był pozornym światem, nią samą. Odszedł i znikł w cieniu wyobraźni, aby może znów w niej ożyć prawem wiekuistego powrotu. Ten jest jej..."
Babie lato - strona 85
" nych pragnień... A ponad tem wszystkiem przeszedł czas i... zadrwił. W tragicznej pustce myślowej wisiały teraz szmaty jej rojeń, jak poszarpane sztandary na pobojowisku. A więc już tak stała poza życiem, że mogła ocenić jego wartość! Niezmierna tęsknota za tem, co uchodziło,..."
Babie lato - strona 86
" jutrzejszą, a raczej dzisiejszą moją migrenę na sumieniu. Pan już odchodzi?... O nie!... Nie żegnam... tylko do widzenia! Na przyszły rok zapewne znów się spotkamy. Podali sobie ręce, jakby nad wielką przepaścią. — Serdeczne dzięki za przepiękny miraż młodości. Wszystko było..."
Babie lato - strona 87
" Te i Tamte. "
Babie lato - strona 88
" Doktór Inowolski, ładny, dużego wzrostu mężczyzna, zapukał dyskretnie do drzwi frontowych na pierwszem piętrze, które się zaraz uchyliły. Lokaj z uniżonym ukłonem rozebrał go z wierzchniego ubrania i wprowadził do sypialni swego pana, gdzie doktór, zdjąwszy surdut, przywdział..."
Babie lato - strona 89
" — Jakże się mamy? — mówił doktór z najmilszym swym uśmiechem, zbliżając się do chorej. Młoda, różowa kobieta zarumieniła się jeszcze więcej. — Czuję się doskonale. Wyciągnęła rękę na powitanie. — Powoli... powoli!... Nie wolno się ruszać... Przywitawszy obecnych,..."
Babie lato - strona 90
" Weszła dozorczyni i elegancko ubrana mamka z dzieckiem. Młoda kobieta wyciągnęła żywo ręce, chcąc je wziąć. — Ależ niewolno!... Nie wolno rąk wyciągać do sześciu tygodni, a tembardziej podnosić cokolwiekbądź, coby się równało nawet dwufuntowej wadze. Codziennie to..."
Babie lato - strona 91
" blisko na pół centymetra — rzekł po chwili ostro do dozorczyni. — Spostrzegłem, że obrusów dziś nie zmieniono. Zastrzegłem, żeby wszystko codziennie było świeże, zaczynając od pościeli. Pani jesteś niedbałą w wypełnianiu swych obowiązków — dodał surowo. Dozorczyni..."
Babie lato - strona 92
" — Ale cóż znowu?... Parę minut... Cośkolwiek przekąsić... — Obawiam się, żeby to nie zabrało mi dużo czasu. — Już wszystko na stole. Prosimy bardzo... Mała chwileczka... Doktór przebrawszy się w sypialni pana domu, powrócił do jadalni. — Mam kwadrans czasu — rzekł,..."
Babie lato - strona 93
" W dzień, kiedy ukochana Maniuchna powiła szczęśliwie syna, pan Roman sypnął do jego kieszeni poważnemi banknotami, miał więc prawo do pewnych, nawet drażliwej natury uwag. — Może jeszcze kieliszeczek portwejnu?... — dolewał gospodarz. — Szyneczka doktorze, kawalątko... taka..."
Babie lato - strona 94
" przypisów, o których wciąż każdej odbywającej połóg powtarzam, pozostaje na zawsze chorą — niedołęgą. Ostatnie słowa już domawiał, żegnając starszą panią ukłonem w drzwiach, które przed nim otwierał uniżenie lokaj. * * * Szpital. Kociełowa, żółta, jak wosk,..."
Babie lato - strona 95
" — Nie mamy tyle kołder, żeby każda miała po dwie. Wreszcie na dworze lato. Skądże więc zimno? Kociełowej w wyobraźni przemknęło słońce, drzewa, nagrzana, gorąca ziemia. Ale tu, chłodne mury pożerają cieplejszy wiew. — Może pani da mi moją chustkę. Okryję się nią. —..."
Babie lato - strona 96
" Nie mamy skąd wziąć. To co dostajecie wypływa z dobroczynności bogatych ludzi. Myśli jej układają się na dnie mózgu, jak liście padające z drzew w jesiennej porze — cicho zamierająco. Mąż już od pół roku poszedł do roboty — daleko, bo w kraju nie ma zarobku... Przysyłał..."
Babie lato - strona 97
" A dzieci? Serce jej bije rozszerzonem tempem. Dzieci chyba pozdychają z głodu. I wszystko nagle tonie w jednem ślepem wołaniu instynktów: Jeść!... Jeść!... Zimno... Głód wywołuje halucynacye... Mięso, ziemniaki tłusto okraszone, chleb świeży. — Jadło kusi zapachem i usuwa..."
Babie lato - strona 98
" każdego i liczy jego grzechy i cnoty... Przed nim nic skryć nie można... a dokoła moc świętych ze złotemi krzyżami... a wszyscy w złocie... a wszędzie złoto... Przykucnęła w kącie i drży ze strachu — i nie wie gdzie szukać umarłej rodziny, nie wie kogo się o nią zapytać i..."
Babie lato - strona 99
" Chcecie mnie zabić jak tę, którąście stąd wywlekli... Umarła dziś nad ranem... Słyszałam, jak mówiono... Zabiliście ją... Nie dam się stąd ruszyć!... Ratunku... Ratunku!... Wyrywała się posługaczom i dozorczyni ze straszną siłą, jak dzika samica, osaczona przez myśliwych...."
Babie lato - strona 100
" — Więc cóż stąd? — Myślałam, że może pozostanie jeszcze przez parę dni... — Gdyby była chorą, pozostałaby tu tak długo, ile czasu wymagałoby jej leczenie. Ale ponieważ jest zdrową, dziś jeszcze musi opuścić szpital. Inne czekają — rzekł ostro, wychodząc. —..."
Babie lato - strona 101
" Wyszła chuda, straszna z dzieckiem na ręku, z widmem nędzy u boku. Słońce oblało ją gorącym warem. Przymknęła oczy. — Niech pani tu trochę zaczeka. Zawołam dorożkę i odwiozę panią. Dozorczyni kazała — rzekła szpitalna posługaczka i znikła. Kociełowa usiadła na schodach...."
Babie lato - strona 102
" dla siebie... Niech krzywdy nie robią... Bodaj na nich mór przyszedł!... Oh, gdyby ona mogła tych, co temu winni pochwycić za łby i tłuc temi łbami o ścianę kamienną i mścić się za swój głód, za poniewierkę... Palić ich dobytki i patrzeć, jak dzieci ich mrą z głodu... Oh......"
Babie lato - strona 103
" Zmora. "
Babie lato - strona 104
" Za nieosłoniętem oknem szła noc. Nagle krzyk padł w ciszę. Krzyk przeraźliwy — pełen rozpaczliwych wibracyj, jakby wyłoniony z dna kar i pomsty. Jacek zerwał się z łóżka i — oniemiały patrzył na żonę. W skąpem świetle nocnej lampy ujrzał ją nawpół podniesioną, z..."
Babie lato - strona 105
" Nawpół senna oddawała mężowi pocałunki — i zaraz głęboko zasnęła. Wieczorem u rodziców Steni, Jacek opowiedział o zmorze — i o wrażeniu jakie to na nim wywarło... — Co?... Krzyczała już?... Mój kochany; to u niej chleb powszedni — rzekł Maryan, brat Steni — krzyczy..."
Babie lato - strona 106
" Małżeństwo nie obudziło jej zmysłów. Kochała męża. Nie rozumiała tylko i nie podzielała jego namiętnych porywów. — Gdybym jakimkolwiekbądź cudem zmienił się w kobietę, nicbyś nie miała przeciw temu — rzekł raz dotknięty jej chłodem. — Byłoby ci brzydko w kobiecym..."
Babie lato - strona 107
" po ogrodzie, Jacek zwrócił jej uwagę na piękną gwiazdę poranną, zawieszoną nad ich głowami. — Widziałam piękniejsze zjawisko — rzekła. Brwi ściągnęła i wpatrzyła się w jeden punkt, jakby coś w pamięci szukała. — Widziałam na niebie kwiat płomienny, którego korona..."
Babie lato - strona 108
" Oczyściła je starannie. Był to portret starego człowieka. — Znam tę twarz — rzekła. — Mylisz się. To jest jeden z moich przodków. Ten portret ma już lat ze dwieście. — Znam tę twarz — powtórzyła — ale tylko nie mogę przypomnieć sobie gdzie ją widziałam. Brwi jej..."
Babie lato - strona 109
" Mówiła, że zna uczucie ruchu skrzydeł, bo bujała w powietrzu, ale niepamięta pod jaką postacią. Późnemi nocami snuła opowieści dziwne, głosem sennym, stłumionym, z oczami nawpół przymkniętemi, jakby wpatrzonemi w swoją linję, biegnącą poprzez wieczność... O tych swoich..."
Babie lato - strona 110
" dobytem z dna strupieszałych wspomnień — czemś, co było cząstką jego natury — nim samym. Wspomnienia te usuwały go w mroczny, nieuchwytny lęk Nieznanego, który wlókł się teraz za nim z siłą niezwalczonego uroku. W cieniu tych rojeń, rozrastało się niepokojące..."
Babie lato - strona 111
" marzoną i jakby wyczerpaną cudowną rozkoszą godziny upojenia. Od pieszczot męża uchylała się z zaledwie tajonym wstrętem. Dla Jacka znikł spokój. Pewna cząstka jego duszy wciąż stała teraz na czatach, w oczekiwaniu czegoś, co się stać miało. Noc zapadała i zmora Steni..."
Babie lato - strona 112
" Słowa te były dla Jacka objawieniem. Nie wątpił, że żona jego stała się ofiarą erotycznej zmory. Purpurowy ptak spadł na jej pierś z pieszczotą wówczas, gdy pąkiem jeszcze była. Od wielu lat dzieliła miłość z erotycznem widmem, zamknięta w sobie — tajemnicza. Bierna w..."
Babie lato - strona 113
" się, lub blednąc, co jeszcze więcej utwierdzało Jacka w jego podejrzeniach. — Przypomnij sobie... — Nie pamiętam — powtórzyła gniewnie. Nie mogła zrozumieć dlaczego męża tak bardzo obchodzą jej wizye, dlaczego zmienił się w swojem z nią postępowaniu i wciąż ją śledzi..."
Babie lato - strona 114
" purpurowego ptaka. Wyławiał go ze swych myśli zawrotnych, obłąkanych... Wyczarowywał z otchłani obłędu. I ujrzał go pewnej nocy, gdy krzyk Steni rozdarł ciszę. Z szerokim rozmachem skrzydeł królewskich — z oczami żglącemi się słonecznym blaskiem, spadał cicho na pierś..."
Babie lato - strona 115
" czem niepodobna do tej innej o władnącem spojrzeniu. Uczuła na sobie płomiennie gniewny wzrok męża i opuściła bojaźliwie głowę. Teraz już wiedział napewno, że jaźń Steni rozdwajała się — i że on posiadał tylko marną powłokę jej ducha, a ta inna — czarowna należała do..."
Babie lato - strona 116
" Wzrok zanurzył w jej półotwarte oczy, aż do dna, a na dnie ich ujrzał dwa słońca, żglące namiętnością — oczy kochanki królewskiego ptaka. Objął ją dzikim, obłąkanym ruchem. — Daj mi choć jedną chwilę miłości takiej, jaką darzysz skrzydlate widmo!... Zarzuć nademną..."
Babie lato - strona 117
" niespokojnych, wciąż zawieszonych u kotar przeczuwanego. Pojęcia ich zbiegały się bezustannie na jednym punkcie rzeczy niezwykłych, tajemniczych, stających się poza ich teraźniejszym bytem — po za czasem, przestrzenią. Z gorączkową niecierpliwością czekali nocy, ażeby w..."
Babie lato - strona 118
" Po twarzy jej biegły cienie namiętnych tęsknot za minionem — bezpowrotnem... Czasem drgnęła w głosie straszna trwoga. — Niekiedy głos ginął w zamyśleniu — a on, zawieszony u jej ust, z oczami palącemi się posępnym, dzikim ogniem, łowił gasnące dźwięki. Przytuleni do..."
Babie lato - strona 119
" — Co więcej pamiętasz ze swoich dawnych bytów? Umierałaś?... — Oh!... Umierałam tyle razy... Niekiedy straszną śmiercią... Raz ścięto mnie nożem... Zielona krew po mnie spływała... — Rośliną byłaś? — Niewiem... może... Leżałam wiotka i biała, dopóki słońce..."
Babie lato - strona 120
" Jacek patrzył w okno blady jak płótno. Naraz źrenice jego stały się matowemi — zahypnotyzowane. — Słyszę — wymówił głucho. I słyszeli oboje, jak za oknem rozpylała się pieśń ponura. — Patrz... O... prowadzą mnie!... widzisz?... Ot... tam... za oknem!... wpatrz się..."
Babie lato - strona 121
" rozsiadała mu się w wyobraźni. Niekiedy w dzikim przed nią strachu chciało mu się wyć. Zaciskał usta dławiąc krzyk. Ale oto zbliżała się. W zagłębieniach pokoju słyszał już głuchy szmer skrzydeł, na ścianach ślizgały się mgławe kształty widma... Czekał, a w głębi..."
Babie lato - strona 122
" — Co to było?... — pytała siebie Stenia, drżąc ze strachu. Okropna maska wyjącego Jacka wypełniła ją odrazą i strachem. — Boję się — myślała, zaciskając oczy. — Boję się... On chyba zwaryował... Straszno mi... * * * Sypialnia młodych małżonków stała się..."
Babie lato - strona 123
" Jacek widział, jak się przeistaczała... jak obłok świetlisty pędził z wewnątrz na jej twarz, zalaną królewską barwą, jak wspaniałym ruchem wyciągała miłośnie ramiona, odrzucając z jasno bursztynowej piersi ciężkie sploty włosów, które rozpościerały się na poduszce, jak..."
Babie lato - strona 124
" pożądanych!... Raz jeden niech się zawrą nad nim królewskie ramiona!... I skoro mroczna noc zaczynała się skradać za nieosłoniętem oknem, Jacek, leżąc na łóżku, wgrążał się wytężonym wzrokiem w ciemność, usiłując dojrzeć spadającego na pierś Steni królewskiego ptaka...."
Babie lato - strona 125
" Za nim mignął cios błyskawiczny. Krzyk strasznego przerażenia przywiódł Jacka do przytomności. W kącie pokoju, przywarta do ściany, klęczała Stenia drżąca, biała jak papier. — Jacku!... Co ci to ?... Omal, żeś mnie nie zabił... Zaledwie umknęłam ciosu... Tak mi straszno!......"
Babie lato - strona 126
" kochankę króla-ptaka. Ale szał zmysłów druzgocze potęgę ducha — i dlatego jaźnie nasze, obce sobie, spotykając się u wrót Nieznanego, rzucają się na siebie we wrogiej walce, podobne ciemnym niewolnikom, którzy wobec nadprzyrodzonych niepojętych dla nich zjawisk, biorą się za..."
Babie lato - strona 127
" Piwonie Białe. "
Babie lato - strona 128
" Przyniosła mi dwie piwonie białe. Na liściach o kolorowem podłożu jutrzenki, rosistych, uśmiechniętych radością poranka, wiły się niby kabalistyczne znaki — śnieżne linie. — Nie chcę, żeby u mnie samotnie umierały — rzekła. Zmęczoną jestem. Zasnęłabym chętnie. Czuję..."
Babie lato - strona 129
" — Gdzie mam cię szukać, gdy ogarnie mnie nieprzeparta tęsknota? — pytałem raz. — W rodzinie — odrzekła. — ?!!! — Czasem na poddaszu — czasem w suterenach — a zawsze gdzieindziej. — Zostań u mnie na zawsze, dziewczyno — błagałem teraz w myśli. — Rzuć ścieżkę..."
Babie lato - strona 130
" Położyła kwiaty na stole z niezmierną ostrożnością, jak się kładzie kruchy, czy niebezpieczny przedmiot, następnie wytarła starannie pyłek pozostały na palcach. — Przecież to tylko pyłek kwiatowy — rzekłem. — Ach tak... przyzwyczajenie... — Więc zawsze nad..."
Babie lato - strona 131
" siebie dla mnie... wolę każde twoje życie, niż świadomość, że już nie istniejesz. — Kochasz mnie więcej, aniżeli moją ideę — mówiła po chwili. — A przecież ja — to idea. Skoroby mnie opuściła, nicby ze mnie nie zostało. Gdzieś — daleko zegar zaczął wydzwaniać..."
Babie lato - strona 132
" grobowcu zakląłeś mię jako "Smierć". — Gdy będziesz sam, o każdej godzinie usłyszysz moje wołanie z tych głazów: Jestem!... Jestem... artysto!... Jestem z całą siłą mojej nieokiełznanej natury, z całą tęsknotą do wichrów stepowych — do wolności — do światów..."
Babie lato - strona 133
" Uśmiechnęła się. — Ażeby owoc dojrzały spadł z drzewa życia, trzeba pewnego ruchu... My tym ruchem jesteśmy. Ścisnęła moją rękę i szła ku drzwiom — a za nią biegło południe. Na progu obróciła się ku oknu. Patrzyła wprost w słońce. Przeźroczyste jej źrenice zdawały..."
Babie lato - strona 134
" Duch mój, zwolniony z oków materyi, staczał się z zawrotną szybkością w szał rzeczy niepoznawalnych Wpadłem w wir transcendentalnych marzeń... Miałem poczucie ubiegających godzin — dogasających istnień — dokonywających się wszechprzemian. W tym śnie — czy w tym zgonie,..."
Babie lato - strona 135
" Białe piwonie spadły mi na piersi i budziły subtelnym zapachem... Budził mię ich szept niespokojny — Wołanie życia... * * * Błądziłem w lesie pogańskim, którego wierzchołki drzew przyjmowały dumnie odwiedziny królewskich promieni słonecznych, nie pozwalając im..."
Babie lato - strona 136
" Dźwięki pieśni dziwnej... Prastarej. — Wszystko, co poprzez życia przestworza przemknęło w szalonym pędzie — zmartwychwstało w tych dźwiękach... Ludzie podobni bogom — szał boski — szakale namiętności — i wieczny poprzez wieki wieków — jęk niewoli. Na krużgankach,..."
Babie lato - strona 137
" Duch mój stykał się z rzeczywistością... * * * Szedłem po wytwornych chodnikach, oddychając lekko, — bez trosk. Zewsząd wiało spokojem, kulturą. Mijali mię ludzie o czołach wydętych myślą, zadumanych oczach i rozumnych ustach. Jedni zajmowali się konstatowaniem..."
Babie lato - strona 138
" zabijania sobie podobnych. Niektóre wytworne, jak cacka, bogato nabijane złotem. Śmiercionośne... na daleką metę... Szedłem dalej. Naraz usłyszałem krzyki przerażenia, jęki śmiertelnego bolu i dzikie wycie. Zwierzęta w postaciach ludzkich pędziły na koniach, wrzynając się w..."
Babie lato - strona 139
" — Przechodzimy walkę, która wstrząsała i wstrząsać będzie światem. Ewolucye ideowe mają jedne koleje. Wolność idzie krwawemi tory — sprawiedliwość w mogiłach bierze życie. W tej walce nic nam nie będzie oszczędzone — i my nie mamy prawa nikogo oszczędzać. Gasimy nieraz..."
Babie lato - strona 140
" Głos mówcy znów płynął: — Przyszła stanowcza chwila. Czy jesteście gotowi? Odpowiedział mu groźny poszum, niby echo wielkiej burzy. Głowę przechylił, jakby wyławiał z tego poszumu moc i siłę jego natężenia. — Czy będziecie mieli dość siły, aby zrzucić jarzmo? —..."
Babie lato - strona 141
" zbliży do tej urny ten, kto ma czyste myśli, mężną dłoń i odważne serce. Trzy sylwetki zbliżyły się do stołu. I naraz cień dziewczyny odsunął się od ściany i stanął obok nich. Już tylko ją jedną widziałem. Ręka biała, jak obłok, zawisła nad stołem i uniosła się w..."
Babie lato - strona 142
" Jasność zgasła — i była cisza, o której się wie chyba po przejściu wiecznej świątyni... * * * Stanąłem przed Mauzoleum twej duszy, dziewczyno... Przestąpiłem jego próg... widziałem cię — i byłem z Tobą... Jak w granicie wykułaś we mnie wyraz tego, o czem słowo nie..."